piątek, 24 września 2010

" Wszystko ma swój czas... "

Słowo Boże na dziś:

" (Koh 3,1-11)


Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasądzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

środa, 18 sierpnia 2010

I tak nie zapomnę

Cóż. Moje nogi po 2 dniach odmówiły posłuszeństwa do dalszej wędrówki.

Jednak i tak nie zapomnę.

Oczywiście dobre strony były również:

niedziela, 15 sierpnia 2010

W drogę do Matki...

Ja właśnie od dłuższego czasu się pakuję-okazało się, że wbrew pozorom to nie takie proste , bo w tym roku dosłownie cudem mama się zgodziła spróbować mi iść z moją koleżanką ze studiów i moim i jej kolegą z Raciborza-po raz pierwszy na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Przez kilka lat próbowałam o tym rozmawiać-to było: "nie ma mowy, nie idziesz".
Mama pozwoliła mi iść pod warunkiem, że jeśli nie będę dawała rady dalej pielgrzymować to ta koleżanka wróci po 3 dniach ze mną. Nie ukrywam, że mam nadzieję, iż jednak uda się do końca dojść.
Wyruszamy jutro obie -ja z koleżańką-rano pociągiem z Kędzierzyna do Raciborza, potem tam pakowanie bagaży, Msza Św. i po niej na pielgrzymi szlak.

W drogę do Maryi...

środa, 11 sierpnia 2010

Dziękuję... ;)

Oj, nie powiem, że nie było we mnie wczoraj obaw. Pewnie nie bez powodu. W końcu to był kolejny ważny wakacyjny dzień. Następna poważna rozmowa. Tym razem z kim innym. Kolejnym znanym człowieczkiem i niezapomnianym. Duch Święty działał. Św. Franciszek z Asyżu pewnie też.

Zaczęło się od tego, że jednak nie pospacerowałam sobie tak jak chciałam te 4 km do celu mojej wczorajszej wędrówki. Hm... także grzecznie podziękowałam za przyjechanie po mnie wspomnianego człowieczka na dworzec.